wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 12

     Aromat był czysty i ubrany w cały sprzęt.Prezentował się świetnie.Miałam jeszcze dziesięć minut by pobiec po toczek do biura dziadka.Natalia wiernie mi towarzyszyła dzisiejszego dnia.Gdy biegłam po kask, ona trzymała mojego konia.Jest bardzo dorosła jak na jedenastolatkę.Przy okazji jest nieocenioną pomocą.Biegnąc do biura przypomniałam sobie o mojej obietnicy dla Natalii.Miałam jej przecież załatwić nowego wierzchowca.Obgadam to z dziadkiem po jeździe.
-Hej dziadku! -krzyknęłam na progu.
-Witaj moje dziecko -jak zwykle odpowiedział staruszek.
-Przybiegłam tylko po toczek, ale po jeździe chciałabym z tobą omówić pewną sprawę.
     Żeby dziadek wiedział o co chodzi, poinformowałam go w skrócie w czym rzecz, i wybiegłam z biura.Dzień był wyjątkowo ciepły, wręcz upalny.Nie wiem jak ja przeżyję tą jazdę.
     Aromat wiercił się niespokojnie przy płocie, co jakiś czas unosząc łeb w górę.Przeplatał nogami jakby go coś gryzło.Zza chmur wyszło słońce, oświecając cały kompleks stajni.
-Dziękuję za potrzymanie go-zwróciłam się do Natalii-jesteś nieocenioną pomocą.
-Nie ma sprawy-odpowiedziała uśmiechając się.
     Wsiadłam na grzbiet srokacza.Koń pod moim ciężarem cofnął się parę kroków do tyłu.Napięłam wodze i ruszyliśmy do przodu.Ja na koniu i Natalia tuż obok.Rozmawiałyśmy o dzisiejszym upale,o moim wierzchowcu i o Jedzie.Ostatecznie temat zszedł na kolor kompletu Aromata.Okazało się, że Natalia jest znawcą firm produkujących komplety dla koni.
-To duńska firma, Smuk Hest bodajże.Została zamknięta około pięć lat temu.
Jej wiedza mi imponowała.Ja w życiu bym nie odgadła żadnej firmy.Gdy dojechałam do płotu placu treningowego pożegnałyśmy się,i weszłam do środka.
     Paula,Mela,Zosia i Sandra dopiero wsiadały na swoje wierzchowce.Alicja czekała siedząc na drągu.Wszystkie konie miały na sobie zwykłe, brązowe czapraki; na nogach nie miały ochraniaczy.Z wyjątkiem konia Sandry, oczywiście.Jej klacz miała na sobie różowy zestaw, oraz czarny rząd jeździecki.Sama dziewczyna ubrana była w tych samych barwach.
-Zaczynamy trening!-krzyknęła Alicja.
     Tradycyjnie rozgrzewka zaczęła się dziesięcioma minutami stępa.Potem przyszedł czas na kłus.Aromat nie chodził tak gładko jak Lucyfer.Jego ruchy były ciężkie i pozbawione gracji.Dodatkowo rzucał głową w górę i w dół na przemian.Ustawienie i przytrzymanie go zajęło całą wieczność, przysięgam.Zaczęły się galopy.Wszystkie konie szły normalnie, ale nie on jeden.Próbował targać wodzami, i na siłę musiałam go przytrzymywać.Wolty również nie przynosiły skutku.Alicja kazała mi się zatrzymać, i zapięła wypinacze.Bez galopu nie ma skoków -pomyślałam.
-Dobrze wiesz, że nie możesz skakać z wypinaczami -powiedziała Alicja powoli odchodząc od konia- więc radzę ci go szybko zebrać.
     Miała rację;ale jedno mówić, drugie robić.Wyjechałam sama na ślad, wzburzając piach z placu.Aromat niespokojnie wbiegał między obłoki, tworząc nowe.No dalej koniu-pomyślałam-nie mamy wieczności.Obawiałam się galopu po raz pierwszy od bardzo dawna.
    Obawy tym razem okazały się niesłuszne.Koń nadal chodził sztywno i ciężko, ale przynajmniej galopował.Co chwilę dociskałam łydki do boków zwierzęcia, by biegł dalej.Rozluźnienie go zajmie wieki.Mam nadzieję, że choć trochę uda mi się poskakać.Sama nie wiem, dlaczego mi go przydzielono.
-Aromat do środka! -krzyknęła Alicja.
     Na znak trenerki wjechałam do środka.Z pyska wierzchowca toczyła się piana, a po szyi spływały strużki potu.W niektórych miejscach czerwony czaprak zmienił barwę na szkarłatną, a jasnoszare umaszczenie sierści było teraz niemalże czarne.Powietrze było ciężkie i wypełnione kurzem, a z nieba lał się żar.Sama byłam cała mokra.Minimalnym ukojeniem był lekki wiatr i cienie drzew wokół placu.Aromat sapał bardzo głośno, i szarpał łbem.Najwidoczniej domagał się odpięcia wypinaczy.
-Drogie panie, obawiam się, że jest za gorąco na skoki -rzuciła Alicja wyzwalając srokacza ze sprzętu.- Dlatego też kończymy jazdę i jedziemy nad staw pławić konie.
     Wprost cudownie-pomyślałam-szarpałam się z domniemanym koniem skokowym tylko po to, żeby potem na nim nie skakać.Pocieszeniem było to, że już za chwilę miałam się pluskać w stawie.Chociaż tyle dobrze.Upał był niemiłosierny.Zarówno konie jak i dziewczyny byli zlani potem.Ciuchy kleiły się do ciała, a pod toczkiem utworzyło się istne piekło.
-Za piętnaście minut zbiórka przy myjce! -krzyknęła Alicja.
     Wszyscy pospiesznie wchodzili do stajni by znaleźć się w chłodzie.Mokre czapraki i rozgrzane siodła stygły powoli na wieszakach.Konie zostały wprowadzone do boksów, by można było skoczyć do pokoju przebrać się w krótkie spodnie, stroje kąpielowe i klapki.
     Równo z czasem wszystkie stałyśmy przy myjce.Jak zwykle mojej uwadze nie umknął wygląd Sandry- cekinowe bikini w kolorze chabrów, klapki w takim samym kolorze oraz jeansowe spodenki.Brązowe włosy miała spięte wysoko w kitkę.Na jej rzęsach był conajmniej litr maskary.Ciekawe, czy wodoodporna.
-Na koń!-powiedziała Alicja wychodząca zza rogu.
     Za nią szedł siwy koń, z wodzami przerzuconymi na szyję.Koń sam w sobie nie byłby nadzwyczajny, gdyby nie jego kruczoczarna grzywa i ogon.Ponad to jedno oko miał niebieskie, a drugie brązowe.Gdy obrócił się bokiem zobaczyłam w całości jego sportową sylwetkę.Długie nogi i pęciny, skośna łopatka oraz umięśniony zad.Miał prosty, rzymski profil głowy.Sierść była zadbana i lśniąca.W połowie wysokości między kręgosłupem a brzuchem widać było żebra.Na grzbiecie odciśnięty był ślad małego siodła.Zapewne jest koniem wyścigowym, który właśnie wrócił z treningu.
     Wszystkie dziewczyny siedziały już na koniach -z wyjątkiem mnie,rzecz jasna.Miałam spory kłopot z wejściem na grzbiet wysokiego srokacza, który mi tego zadanie nie ułatwiał.Kręcił się i przebierał nogami, co chwilę zmieniając pozycję.Alicja roześmiała się, i mi pomogła.Wkrótce cała nasza szóstka z trenerką włącznie siedziała na grzbietach rozgrzanych koni.
-Paula, prowadź -powiedziała Alicja- tylko jeszcze po coś skoczę.
      Trevor -bo tak nazywał się koń Pauli- ochoczo ruszył do przodu.Srokacz musiał być przytrzymywany przez dziewczynę, ponieważ rwał się do galopu.Zupełnie jakby wiedział gdzie jedzie.Po chwili zrównałam się z Paulą i postanowiłam ją zagadać.
-Ile lat ma twój koń? -zaczęłam- Jest bardzo żwawy jak na taką pogodę i trening.
-Trevor? -zaśmiała się Paula- to stary dziadek, ma osiemnaście lat.
Po zwierzęciu nie było widać oznak starości.Jego oczy lśniły, uszy były nastawione do przodu, głowa dumnie uniesiona.Na ciemnych plamach sierści nie było widać oznak siwizny.
-Naprawdę? -wciąż nie dowierzałam- nic po nim nie widać.
Okazało się, że nie jestem jedyną osobą, która nie dowierza.Srokacz naprawdę dobrze się trzymał, i wyglądał.Tego samego nie można było stwierdzić o koniach Meli i Zosi, które wyglądały na ospałe i szły z opuszczonym łbem.
-To bliźniaki -zaczęła Paula widząc mój wzrok na koniach dziewczyn- Morela i Draco mają pięć lat.Ich matka zmarła przy porodzie.Pamiętam to, jakby było wczoraj.Wykrwawiła się, zostawiając ślady w całym boksie.Do teraz siedzi mi w głowie widok czerwonej ściółki, a w uszach słyszę to bolesna rżenie.Naprawdę coś okropnego.Nie życzę ci, żebyś co takiego zobaczyła.
-Domyślam się, że to było straszne.I myślę, że nie chciałabym czegoś takiego oglądać.
     Rozmowa się urwała, ponieważ na horyzoncie było już widać staw.Zbiornik był otoczony przez las z trzech stron.Z przodu była mała plaża, która stanowiła wejście do wody.Swoją drogą nie była zbyt przejrzysta.
-Co by powiedziała Alicja, gdyby tutaj była? -zastanawiała się głośno Paula- nie wbiegajcie do wody na pełnym gazie, i bądźcie ostrożne -podsumowała.
     Aromat ku mojemu szczęściu uwielbiał wodę.Wszedł do niej bezproblemowo, i zaczął się szybko zanurzać.Woda była chłodna i rześka.Pławiąc się w niej niemal nie dostrzegało się słońca, które paliło skórę jak ogień.Koń szedł powoli, bez żadnych zrywów.Oderwał się od dna energicznie przebierając nogami.Nad wodę wystawał tylko jego łeb i moja głowa.Zawróciłam go, by nie oddalał się zbytnio od brzegu.Gdy tylko znów zaczął stąpać po dnie zawołałam dziewczyny, które niepewnie zanurzyły się w wodzie.
-Na co czekacie? -krzyknęłam- chodźcie głębiej!
Jak się później przekonałam-to był błąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz