Koń stał już w pełnym sprzęcie, i był widocznie spięty.Ostatni raz sprawdziłam,czy wszystko leży poprawnie i nie uciska zwierzęcia.Zaczęłam ją lonżować.Na początku szła powoli, starając się zadrzeć głowę do góry- wodze pomocnicze i chambon to był świetny pomysł.W upływie czasu zaczęła się rozluźniać i opuszczać głowę.Co jakiś czas dawała znać, że jeszcze pamięta jak się bryka.Jej szyja nie była jeszcze poprawnie ułożona, ale popracujemy nad tym.Kopytami szurała ostro i niedbale po piachu.Za jakiś czas wprowadzę cavaletti.Mimo całego rozdrażnienia i zmęczenia, jedyne co jej wychodziło idealnie to galop-zarówno zebrany jak i wyciągnięty.Byłam z niej bardzo zadowolona.Postanowiłam zakończyć trening.
Zmachany koń podszedł do mnie bez żadnego oporu.Poszłam z nią do płotu i przywiązałam ponownie.Pot cieknął z niej strużkami.Natalia pomogła mi odpiąć wodze, chambon i pas.Dobrze, że ją spotkałam.Dziewczynka zaproponowała,byśmy ją umyły.Pas schnął na płocie, podczas gdy my szłyśmy na myjkę.
-O której godzinie jeździsz?-zagadnęłam Natalię.
-Zawsze jeżdżę rano u Roba, a ty?
Odpowiedziałam, że jeżdżę po południu u Alicji.Droga na myjkę, która okazała się być tuż za jedną ze stajni angielskich.Kolejki nie było, więc od razu zabrałyśmy się za mycie klaczy.Jak się już na początku okazało-koń wprost ubóstwiał wodę! Alyra chciała pić ze szlaufa, cały czas go trącała.Podczas mycia pyska rozchylała zęby,by się napić.To naprawdę musiał być kiedyś jeden z najlepszych koni w szkółce.Klacz bezproblemowo dała się umyć.Teraz trzeba było z nią pochodzić,żeby wyschła.Słońce wręcz paliło, więc koń powinien być suchy w sekundę.
Razem z Natalią chodziłyśmy za stajniami, obok padoków, wokół placu treningowego.Alyra była sucha i-o dziwo-nadzwyczaj spokojna.Wprowadziłam ją do boksu, zamieniłam ogłowie na kantar i razem z dziewczynką poszłyśmy na poszukiwanie owsa, ponieważ zbliżała się pora obiadu koni, a ja chciałam ją osobiście nakarmić.
Skład owsa znajdował się obok siodlarni.W środku był stajenny zajmujący się pakowaniem owsa na taczkę.
-W czymś wam mogę pomóc dziewczęta?
Idąc w stronę boksu mojej podopiecznej z miarką owsa w ręce, Natalia wytłumaczyła mi, że to Marian- najmilszy i jednocześnie najstarszy ze stajennych.Przy okazji dowiedziałam się, że dziewczynka jeździ tutaj cztery lata.
Rudy łeb wyglądał przez drzwi boksu z nastawionymi uszami.Zaczynała mnie poznawać.Otworzyła zasuwę drzwiczek, i weszłam do środka.To co zobaczyłam dosyć mnie zaskoczyło.Koń topił się w brudnej słomie.Niedawno ją czyściłam, a nogi do stawu skokowego miała ubrudzone gnojem.Muszę ją wyprowadzić i poprosić kogoś o wymianę słomy.
Wtedy go zobaczyłam- ten sam chłopak co wczoraj, ten sam kruczoczarny rosły koń.Biały czaprak, białe owijki i czarny rząd jeździecki.Wyglądali wprost oszałamiająco.Nie chciałam, żeby Natalia widziała zainteresowanie do tamtej pięknej pary z mojej strony.
-Idźmy na obiad-powiedziałam tylko.
-Zdecydowanie jestem za!-odparła wesoło dziewczynka.
Poszłyśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz