wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 4

Siodło było miękkie i wygodne,jakby stworzone dla mnie.Koń chodził gładko i pewnie.
W zastępie było pięć osób włącznie ze mną.Lucyfer idealnie się ze mną zgrywał i był spokojny.Żuł wędzidło tak,że mu piana z pyska leciała.
-Dobra,zaczynamy kłusować!-krzyknęła Alicja,stojąca na środku placu.
Byłam ostatnia w zastępie.To dobrze,nie lubię prowadzić.Przede mną na koniach siedziały dziewczyny w moim wieku,może trochę starsze.
Udało mi się rozpoznać Sandrę na siwym arabie.Była czołową,co z resztą do niej pasowało.Drugą dziewczyną była Paula na jakimś srokaczu.Trzeciej i czwartej nie znałam.
-Kłus zebrany!-Alicja wydała polecenie.
Wszystkie konie gładko przeszły w kłus zebrany.Z wyjątkiem araba.
Ten zamiast kłusować,nagle zerwał się w galop i zaczął brykać.Sandra tego nie wysiedziała.Runęła na ziemię,witając się z piaskiem.
-Zatrzymać konie!-powiedziała trenerka,idąc w stronę Sandry.
-Wszystko w porządku?-spytała.
-No raczej!
Urażona Sandra dźwignęła się na kolana,a potem wstała.Jej kremowe bryczesy i biała bluzka ucierpiały,ale znacząco bardziej ucierpiała jej duma.Prychając,wyszła z placu z uniesioną głową.Gdy zniknęła za rogiem,wyrwało mi się.
-Ona tak zawsze?
Trzy dziewczyny i Alicja roześmiały się.
-Zawsze,zawsze.To księżniczka przecież-z przekąsem powiedziała jedna z dziewczyn.-Mela jestem.
-A ja Zośka.-dorzuciła druga.
-Mówcie mi Jean-uśmiechnęłam się.
Wszystko zaczynało się układać.Na jeździe poszło mi bardzo dobrze,Alicja była zadowolona.Koń chodził fenomenalnie.
Po jeździe razem z dziewczynami poszłyśmy do stajennego barku,gdzie zjadłyśmy kawałek ciasta i popiłyśmy herbatą,rozmawiając o Norwegii,o koniach,Sandrze i o wszystkim,co się dzisiaj wydarzyło.
Tak,wszystko zaczyna się układać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz