czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 9

     Alyra wyglądała przed drzwi boksu,niespokojnie kiwając głową.Cofała się i szła na przód, na zmianę przebierając nogami.Gdy podeszłam do niej, uniosła rudy łeb obracając go w prawo.W jej oczach pojawiły się białka.
     Chciałam ją wyczyścić, ale nigdzie nie było uwiązu.Na szczęście lonża wisiała tam gdzie ostatnio.Wzięłam ją, i bez trudu zapięłam na czerwonym kantarze.Gdy otworzyłam boks,klacz rzuciła się do przodu, wpadając na mnie.Siedząc na ziemi ledwo utrzymywałam długi sznur,zaczepiony na kantarze rozjuszonego konia.Szybko wstałam, starając się przemieścić klacz w stronę placu treningowego.Brama była otwarta,więc udało się-koń był w środku.Tylko jak ja teraz przyniosę szczotki ze stajni?
     Obok przechodziła jakaś dziewczynka,więc poprosiłam ją o pomoc jednocześnie wiążąc Alyrę do płotu.
-No pewnie, zaraz ci je przyniosę!- odparła dziewczynka.
Klacz rzucała się bezskutecznie próbując uwolnić od węzła.Starałam się ją uspokoić poprzez ostrożne głaskanie, ale wychodziło nijako.Westchnęłam z bezsilności.Chwilę potem roześmiana dziewczynka przyniosła mi zgrzebło,szczotkę ryżową i kopystkę.
-Dziękuję ci bardzo -powiedziałam- jak się nazywasz?
Dziewczynka nazywała się Natalia,miała jedenaście lat i swojego konia w stadninie.Była przyszywaną siostrą Sandry.Szczotkując zdenerwowaną jeszcze klacz, podjęłam temat jej siostry.
-Widziałam,że twoja siostra kupiła sobie nowego konia?-rzuciłam-Na pewno był bardzo drogi.
-Tak,ojciec sprowadził jej go z Francji-smutno spuściła wzrok.-Mi nie pozwala mieć więcej niż jednego kuca.
Współczułam jej.Nie z powodu ilości koni, ale z powodu ojca.Sandra była widocznie faworyzowana.
-Wiesz,to jest stadnina mojego dziadka-zaczęłam-jeżeli chciałabyś,mogę ci załatwić konia.
-Naprawdę?-z niedowierzaniem spytała Natalia-to nie byłby problem?
-Naprawdę.Jeżeli chcesz, pójdę w tej sprawie do dziadka już dzisiaj.
Dziewczynka zarumieniła się.W oczach miała iskierki.Cieszyłam się, że mogę spełnić jej marzenie.Z dalszej rozmowy wynikało,że jej kuc jest już dla niej za mały a ojciec nie chce o tym słyszeć.Jej marzeniem jest duży kuc lub mały koń.Brązową Odznakę zdała w zeszłym roku, a ojciec nie chce jej sfinansować Srebrnej Odznaki.Natalia jest adoptowanym dzieckiem,dlatego ma gorzej.Intrygowała mnie jej otwartość.
-Spędzisz tutaj całe wakacje?-spytałam.
Odpowiedziała pozytywnie.Przynajmniej jest jeszcze jedna osoba oprócz mnie, która będzie tutaj siedzieć dwa miesiące.Uśmiechnęłam się na tą myśl.
-Wygląda na to, że koń jest już czysty-powiedziałam-czas przejść do lonżowania.
Poprosiłam Natalię, żeby się odsunęła gdy odwiązywałam Alyrę.Dziewczyna od razu podała mi bat,nie musiała jej nawet prosić.
     Zaczęło się.Alyra szła jak burza, brykała jak opętana.Dałam jej się wyżyć, ale już potem zaczynał się trening.
-Przydałby jej się sprzęt do lonżowania-powiedziała Natalia.-jeżeli chcesz, mogę go przynieść.
-Świetny pomysł, leć!
Odprowadziłam ją wzrokiem aż do bramy.Faktycznie, bez tego nie wiele zdziałam z tym koniem.Chociaż po całkowitym uspokojeniu się klacz chodziła gładko, tylko na kantarze i lonży.
     Po chwili zdyszana dziewczynka przyniosła cały sprzęt do lonżowania-ogłowie, pas, owijki, wodze pomocnicze i chambon.To wszystko rozwiesiła na płocie.Z niepewnością spojrzałam na te rzeczy- czy klacz da je sobie nałożyć?Szczególnie obawiałam się ogłowia.
-Będzie ciężko -powiedziałam do Natalii.
-Damy radę-entuzjastycznie odpowiedziała- od czego zaczynamy?
     Zaczęłyśmy od owijek.Koń stał spokojnie, więc trzeba to było wykorzystać.Chwilę potem założyłyśmy pas.Przyszedł czas na ogłowie.Słusznie się tego obawiałam.Alyra rzucała łbem w górę mimo kantaru.Próbowała nawet dębować.Ostatkiem sił nam się udało je włożyć.Jeszcze tylko chambon i wodze pomocnicze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz