Przyznam, że czułam się trochę nieswojo.Po całym terenie stajni kręcili się jeźdźcy i turyści.Na karku czułam wzrok wielu ludzi.Lekko speszona przyspieszyłam, omal nie wpadając na dziewczynę, która prowadziła siwego konia arabskiego.Zwierzę odskoczyło robiąc obrót na zadzie.Uwiąz na chwilę wyślizgnął się z rąk dziewczyny.
-Co ty robisz?!Uważaj jak łazisz.
-Przepraszam. -rzuciłam tylko, i ostrożnie ich wyminęłam.
Czerwona na twarzy zmierzałam w kierunku biura mojego dziadka.Całą sytuację obserwowała dziewczyna w bryczesach w kratkę.Widząc barwę mojej twarzy podbiegła do mnie.
-Nie przejmuj się, Sandra taka jest. Księżniczkuje i ma uraz do całego świata.
-Dzięki. -odpowiedziałam lekko zdziwiona.
Szczerze powiedziawszy nie przepadam za ludźmi.Nie lubię nikogo poznawać, nie odzywam się zbyt często.Rozmowy też mi idą opornie.
-Paula jestem. -odpowiedziała dziewczyna.
Widziałam w jej oczach sympatię.
-Jestem Jeanette, ale mów mi Jean.
-Więc Jean, co tu robisz?-spytała uśmiechając się.
-Chciałabym zacząć tu jeździć.To stadnina mojego dziadka.
-Naprawdę? -spytała nie dowierzając- Zazdroszczę.
Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.Chciałam zakończyć ten dialog.
-Teraz muszę iść się z nim przywitać. -rzuciłam.
-Jasne, nie ma problemu -uśmiechnęła się ponownie- będę w stajni.
I poszła, machając mi.Polubiłam ją.Moja pierwsza znajoma w Polsce.
Zbliżałam się do biura szybkim krokiem, uważając by na nikogo nie wpaść.Schody wręcz przebiegłam.
Dziadek prawie się nie zmienił.Siwe włosy jak zawsze, ten sam ciepły wzrok i uśmiech.
-Hej dziadku!
-Witaj, moje dziecko.
Rzuciłam mu się w ramiona.Uścisk trwał długo.Tak bardzo za nim tęskniłam.
-Jak minęła podróż?Jak rodzice?
-Podróż minęła świetnie,Rob jest naprawdę pomocny.Rodzice zostali w Norwegii.Wiesz,praca i te sprawy.A jak u ciebie?
-U mnie dobrze, jak widzisz-uśmiechnął się-stajnia trzyma się świetnie.Cieszę się, że będziesz tutaj całe wakacje.
-Trochę się stresuję -przyznałam się.
-Oh Jean, zupełnie bez potrzeby!Na pewno lokalni jeźdźcy cię polubią.Dosyć gadania, zapraszam do stajni.
Ucieszyłam się.W końcu jestem w Polsce, i to u dziadka,w stadninie.I zaraz dostanę swojego konia.
Zeszliśmy ze schodów.Na dole czekała jakaś dziewczyna,może 7 lat starsza ode mnie.
-To jest Alicja.Trenuje u nas jeźdźców. -przedstawił ją dziadek- Ona cię oprowadzi po całym obiekcie.
-Miło mi, jestem Jeanette.
-Dziewczyno, nie tak oficjalnie! -uśmiechnęła się połową twarzy.Już ją lubię.-chodź, pokażę ci co gdzie i jak.
-Chyba nie mam wyboru i muszę iść-odwzajemniłam uśmiech.Poczułam się znacznie lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz