środa, 23 lipca 2014

Rozdział 8

     Południe zapowiadało się świetnie.Było trochę pochmurnie, ale na deszcz się nie zanosiło.Powietrze było świeże i rześkie.Byłam umówiona na jazdę o godzinie piętnastej.Miałam jeszcze całą godzinę, wiec postanowiłam pójść do Lucyfera, i porządnie go wyczyścić.Co prawda nie wiem, gdzie jest siodlarnia i gdzie trzyma się narzędzia do oporządzania, ale myślę, że ktoś będzie w stajni.
     Wnętrze stajni było ciemne mimo kilku lamp.Jak zwykle słychać było pochrapywania koni.Można było wyczuć słodki zapach słomy i końskiej sierści.Przez chwilę upajałam się tym wszystkim,stojąc tuż przy wejściu.W środku było absolutnie pusto- żadnych jeźdźców, obsługi stajni czy turystów.W głębi duszy poczułam się samotna, tak jak w Norwegii.Przypomniały mi się wszystkie południa spędzone tylko z końmi.Cisza przerywana rżeniem koni.Na szczęście teraz jestem w Polsce, nie jestem sama.Mam Paulę, Alicję, dziadka. Na pewno poznam jeszcze wielu ludzi.Na myśl o tym rozchmurzyłam się.
     Szłam przez korytarz stajni oglądając wierzchowce.Wiele z nich to oldenburgi, bądź inne rasowe konie.Na końcu, po lewej stronie czekał na mnie Lucyfer. Poczciwy, zgrabny Lucjan.Na jego widok resztki wspomnień rozwiały się kompletnie.Przy boksie na ziemi leżało pudełko ze szczotkami, a wyżej na wieszaku siodło wraz z ogłowiem.Uwiąz przywiązany był do krat boksu.Po odwiązaniu go rozsunęłam drzwi i weszłam do środka.Lucyfer przyjaźnie nastawił uszy do przodu, pochylił głowę i zarżał, mącąc ciszę.Nie będę go wiązać, bo po co? I tak stoi grzecznie.Wzięłam zgrzebło w rękę i zaczęłam go szczotkować kolistymi ruchami.Potem całą sierść przeczesałam szczotką ryżową,usuwając kurz.Sprawdziłam mu kopyta i zabrałam się za kiełznanie.Nie chciałam mu jeszcze nakładać siodła, w końcu miałam jeszcze całe pół godziny.Po krótkim namyśle wyprowadziłam go na zewnątrz w poszukiwaniu pustego padoku.Obeszłam stajnie dookoła,ale na każdym padoku znajdowały się jakieś konie.Trochę czasu mi na tym zeszło.Po spojrzeniu na zegarek zobaczyłam, że do jazdy zostało zaledwie dziesięć minut.
     W stajni były wszystkie dziewczyny oprócz Sandry.Srokacz Pauli był już osiodłany,konie Meli i Zosi tak samo.Dziś Alicja obiecała nam skoki.Nie mogłam się doczekać.
-Gdzie księżniczka? -spytałam.
Odpowiedziała Paula,ponieważ Mela i Zośka zajęte były nabłyszczaniem koni, Bóg jeden wie po co.
-Księżniczka?Dziś pojedzie na swoim rumaku za milion dolarów, który stoi w stajni angielskiej.
-Za milion?W takim razie co to za koń? -rzuciłam,nakładając Lucyferowi siodło.
-Jakiś rasowy,sprowadzony dwa dni temu.Poniekąd ze świetnej hodowli.
Nie pytałam już o nic więcej.W duchu miałam nadzieję,że spadnie z tego konia.Na samą myśl o tym uśmiechnęłam się.
      Wszystkie cztery skierowałyśmy się na plac treningowy.Sandry o dziwo tam nie było.Może ma zamiar zrobić wielkie wejście?To zdecydowanie w jej stylu.Podczas tych przemyśleń nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się w siodle.Rozejrzałam się dookoła,i wtedy ją zobaczyłam- czerwone bryczesy,czarna zwiewna bluzka dopasowana do skórzanych czapsów i sztybletów.Prowadziła okazałą, gniadą klacz, która na sierści miała jasne przebłyski.Na koniu było czarne siodło skokowe,a pod nim czerwony czaprak.Nogi zwierzęcia owinięte były ciemnoczerwonymi owijkami.Do skoków?Chyba bardziej zależało jej na wyglądzie a nie chronieniu konia przed obiciami.
     Gdy dziewczyna z poczuciem wyższości wymalowanym na twarzy usiadła w siodle, Alicja zaczęła trening, wydawając polecenia.Lucyfer chodził gładko tak jak ostatnio.Po porządnej rozgrzewce przyszedł czas na skoki.
-Selle français są najlepsze do skoków!-rzuciła Sandra.
Przyznam, irytowała mnie o wiele bardziej niż poprzednim razem.Zobaczymy,jak ten jej koń się sprawdzi.Zaczęliśmy od niskich przeszkód,około pięćdziesięcio-centymetrowych.Lucjan sprawdzał się idealnie, jednak gdy przyszedł czas na przeszkody wyższe niż metr, drobny oldenburg ledwo dawał radę.Zauważyła to także Alicja.
-Będziesz musiała się przesiąść na coś wyższego.
Przytaknęłam na znak, że wiem i rozumiem.Trochę smutno mi się zrobiło, patrząc na chudą szyję Lucyfera. Ostatecznie będę mogła na nim jeździć na treningach ujeżdżeniowych.
     Skoki dobiegły końca.Koń Sandry był naprawdę idealny do skoków.Przeszkody pokonywał z dużym zapasem w nienagannym stylu.Zsiadłam z Lucyfera, zaciągnęłam strzemiona do góry i wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę stajni.Rozkoszowałam się rześkim powietrzem zimnego,letniego południa.Wierzchowiec zmęczony treningiem szedł powoli z opuszczoną głową.
     Oporządzenie go nie zajęło mi zbyt wiele czasu,a wraz z dziewczynami załapałam się nawet na podróż do siodlarni.W końcu wiem,gdzie jest-powiedziałam sama do siebie szeptem, i odetchnęłam.Teraz czeka mnie całe popołudnie z Alyrą.Mimo zmęczenia nie mogłam się doczekać spotkania z nią.Poczułam, że naprawdę chcę jej pomóc.Na samą myśl o tym uśmiechnęłam się, i wyszłam ze stajni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz