czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 13

     Czekałyśmy na Alicję z szybko bijącymi sercami.Konie rżały nerwowo, ale w naszym towarzystwie panowała grobowa cisza, przerywana płaczem Sandry.Jej maskara kompletnie się rozmyła, tworząc czarne smugi na policzkach.Na kolanach trzymała łeb swojej klaczy, która nierówno dyszała.Z nogi zwierzęcia ciekła krew.
     Po co musiała się jak zwykle chwalić?Ja pytam po co?Musiała jak zwykle, dla pokazania wyższości wbiec do wody w pełnym galopie.Cała reszta dziewczyn potrafiła wejść normalnie, ale nie ona jedna.Głupia koza.Zrobiła krzywdę zwierzęciu dla zaimponowania...nam?komu?samej sobie?
     W oddali już majaczyły dwa cienie-Pauli i Alicji.Trenerka zapewne jechała na swoim młodym rumaku,a Paula na Trevorze.Mimo to jej staruszek dawał radę.Niebo powoli zaczynało się chmurzyć, co dodawało grozy obecnej sytuacji.Spora część piachu na plaży była zakrwawiona.Czerwone plamy dało się zobaczyć wszędzie.Chmura przysłoniła słońce.
     Alicja i Paula zahamowały tuż obok mnie.Obie miały poważny wyraz twarzy.Zmarszczki w okolicach brwi trenerki świadczyły o złości.Z kieszeni bluzy wystawały bandaże.W torbie przewieszonej przez ramię zapewne była podręczna apteczka.Paula przytrzymała wodze konia instruktorki, gdy ta zeskakiwała.Popatrzyła się bez słowa na Sandrę, a potem na nogę klaczy, i otworzyła szeroko usta.
-Odsuńcie się! -nakazała- Jak to się stało?Ktoś mi to zechce wytłumaczyć?!
-Sandra wbiegła do wody w pełnym galopie -zaczęła Mela- Potem zahaczyła się o gałąź, a może potknęła o kamień...
     Okaleczone zwierzę próbowało wstać na widok zbliżającej się Alicji.Klacz upadła, i zarżała z bólu.
-Weterynarz jest już w drodze, przytrzymajcie ją.
Sierść na nodze była cała namoczona krwią, do tego pozlepiana.Od spodu była w piachu.Kończyna była wygięta pod nienaturalnym kątem.Jest źle -pomyślałam- Ale Alicja jest chyba bardziej zła, niż stan tej nogi...
     Jak na zawołanie przyjechał weterynarz wraz z Robem.Do dużego jeepa była dołączona przyczepa do transportu zwierzęcia.George-bo tak nazywał się weterynarz- pospiesznie pobiegł w stronę rannego konia.Akcja ratunkowa zaczęła się bardzo szybko.Na początku opatrzono ranę, i zabandażowano ją.Wstępna diagnoza nie wyglądała dobrze...Po krótkich badaniach musieliśmy przełożyć klacz do przyczepy.Biedna Sandy, musi się męczyć przez ludzką głupotę.
-Z tobą sobie jeszcze porozmawiam, moja panno. -rzuciła Alicja w stronę Sandry, wchodząc do przyczepy.
     Dziewczyna była jeszcze zbyt oszołomiona, żeby odpowiedzieć cokolwiek.Z trudem udało ją się przekonać, by wsiadła na konia trenerki.Powoli udałyśmy się do stajni.Słońce ani myślało wyjrzeć zza chmury.Robiło się chłodno.Od Roba dostałyśmy koce, żeby się nie przeziębić.Włosy oblepiały mi twarz.Czasami nie cierpię tego, że są długie.
     Po całkiem długiej przejażdżce w końcu stanęłyśmy pod stajnią.Gdy próbowałam przekonać Sandrę, by zeszła z konia, podszedł do mnie wysoki chłopak.Miał długie, kruczoczarne włosy, krótką bródkę i duże, brązowe oczy.
-Hej, jestem Dave -powiedział z uśmiechem- Ty jesteś Paula?
-Nie, Paula powinna być teraz w stajni. -Czego on mógł chcieć?
Aromat próbował mi się wyrywać, a ja musiałam trzymać konia Alicji, i jeszcze gadać z jakimś Dave'em.Czemu to bydlę nie może ustać w miejscu?Zauważył to nowo poznany chłopak.
-Może ci pomóc? -spytał lekko uśmiechając się.
-Chętnie -rzuciłam chyba zbyt oschle.
     Bez słowa wziął ode mnie wodze, i odszedł w stronę płotu by przywiązać wierzchowca.Ja wróciłam do przekonywania Sandry, by zeszła na ziemię.Za którymś razem dała się namówić.Trzęsła się z zimna, więc oddałam jej swój koc.Wraz z Zosią odesłałam ją do pokoju, by się ogrzała.Sama dostałam gęsiej skórki, ale wreszcie mogłam iść się zająć końmi.Dave wracał od przywiązanego już Aromata.
-Dzięki za pomoc -powiedziałam.- Właściwie, co tutaj robisz?
-Jestem siostrzeńcem Alicji -zaczął ściągając bluzę- Masz, nałóż to na siebie.Będzie ci cieplej.
     Normalnie bym odmówiła, nie ruszy mnie żaden lovelas.Tym razem faktycznie zamarzałam.Skinęłam głową na znak podziękowania.Od razu cieplej.
-Moja ciotka pomaga mi w treningu mojego konia,Rafaela. -kontynuował- Taki siwy ogier pełnej krwi angielskiej, może go widziałaś.
-Zdaje się, że go widziałam.Bardzo ładny -powiedziałam ruszając w stronę stojącego przy płocie Aromata.Chłopak podążył za mną.
     Dave podążał za mną na każdym kroku, rozmawiając o koniach.Ma dwa konie- jedną klacz śląską, imieniem Ruta, i ogiera- anglika, Rafaela.Jeden jest w pełni zajeżdżony, i służy mu do rekreacji, drugiego trenuje na wyścigi.Mieszka niedaleko, jest w klasie maturalnej.Całkiem miły ten Dave.
-Wielkie dzięki za pomoc przy koniu -powiedziałam- Jeżeli ci się nudzi, możesz mi pomóc także przy dwóch innych koniach.
-Z przyjemnością.
     Konie Zosi i Meli, jak zwykle spokojnie dały wszystko przy sobie zrobić.Oba gniadosze stały wyczyszczone.Jako, że zapowiadała się zimna noc, zarzuciliśmy im derki stajenne.Teraz trzeba iść się zorientować co z Sandy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz