Klacz leżała w boksie z zabandażowaną nogą.Wokół niej zgromadziła się czwórka ludzi -Alicja,Rob,mój dziadek oraz George.Za kratami boksu stały Zosia i Mela, a także Paula.Podejrzewam, że Sandra w stanie załamania siedzi w pokoju.Podeszłam bliżej.
-Złamana -powiedział weterynarz- W dwóch miejscach.Nie wiem, czy ją zostawić przy życiu.Zobaczymy jakie będą rokowania.Nawet jeżeli wyzdrowieje, nie odzyska w pełni poprzedniej sprawności.
Sandy oddychała głośno, podpięta do kroplówki.Sierść była pozlepiana w kilku miejscach, i wydawała się bardziej matowa niż zwykle.Słysząc diagnozę Georga zakryłam usta ręką.To nie mój koń, ale jest mi go szkoda.Patrząc na przesiąkający krwią bandaż zrobiło mi się niedobrze.Wyszłam ze stajni, kierując się w stronę pokoju.Obróciłam się by sprawdzić, czy ktoś za mną nie idzie.Nie szedł.To dobrze.
Z ulgą rzuciłam się na łóżko.Muszę się przebrać i koniecznie oddać bluzę Dave'owi.Z tą myślą otworzyłam szafę.Wyciągnęłam pierwszą lepszą bluzkę i bryczesy.Przebrałam się.Poczułam, że niekoniecznie chce mi się oddawać bluzę chłopakowi.Chyba się nie obrazi.Zamknęłam drzwi od pokoju i wyszłam.
Zrobiło się jeszcze chłodniej niż wcześniej.Zdecydowałam, że pójdę w odwiedziny do Alyry.Rudy łeb klaczy powitał mnie zza drzwiczek boksu.Otworzyłam zasuwę i weszłam do środka.Było tam bardzo ciepło.Trzeba rozważyć przeprowadzkę w te rejony.Na myśl o tym, zaśmiałam się sama do siebie.Alyra odpowiedziała mi głośnym rżeniem, przez co zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej.Pogłaskałam ją trochę tak, by się rozluźniła.Już po chwili niemalże spała.
Wyszłam z boksu w poszukiwaniu uwiązu i derki.Zwinę je z siodlarni.Tylko z której?Najbliższa siodlarnia była w stajni gdzie leżała ranna Sandy.Przy okazji zajrzę do tego biednego zwierzęcia.Ciekawe jak długo zajmie zagojenie się tego?Złamanie nogi u konia to już prawie wyrok śmierci.
Przy jej boksie stał Dave, ze współczuciem się w nią wpatrując.Długie włosy spływały mu po ramionach.W stajni co prawda było cieplej niż na dworze, ale nadal zimno -a on stał niewzruszony.
-Chodź, nie zamartwiaj się tak -powiedziałam ostrożnie.
-I ty mi to mówisz? -powiedział z uśmiechem.
Zaczerwieniłam się lekko, ale również się uśmiechnęłam.
-To nie ja tu stoję rozpaczając nad rozlanym mlekiem -odgryzłam się.- Lepiej chodź ze mną poszukać derki i uwiązu.
Roześmiał się cicho, by nie wprowadzać poruszenia w stajni, i podążył za mną.
W siodlarni panował ład, ale z powodu dużej liczby sprzętu nie byłam w stanie znaleźć sprzętu Alyry.Ze złością popatrzyłam się na regał z derkami, jakby był wszystkiemu winien.Może to nie ta siodlarnia?Nie ważne.Zdecydowałam się wziąć pierwszą lepszą derkę z brzegu.Uwiąz zabrałam ze skrzyni obok regału.Kątem oka zauważyłam wolne szczotki leżące na małym stoliku, i zgarnęłam je.Dave nie zdążył dokładnie poprzeglądać derek, gdy ja zadecydowałam o wyjściu.
-Co będziesz teraz robić? -spytał.
Opowiedziałam mu całą historię Alyry, i że ja się nią zajmuję.Przedstawiłam mu także to, jak wyglądał ostatni trening.Potem on mi opowiedział o jego koniach, jak to u niego treningi wyglądają.Ostatecznie temat zszedł na pogodę, ponieważ na niebie zaczęły gromadzić się deszczowe chmury.Rozmowa się urwała, gdy podeszliśmy pod boks mojego rudzielca.Odsunęłam zasuwę i weszłam do środka, ściskając w ręku uwiąz.
-Póki co nie będę jej teraz wystawiać na dwór, bo zbiera się na deszcz -powiedziałam głośno, by Dave mnie usłyszał- Jeżeli chcesz, wejdź do środka.Tylko koniecznie weź szczotki.
Zaczęliśmy czyścić klacz, rozmawiając o dzisiejszych wydarzeniach.Przede wszystkim o Sandrze i Sandy.Kątem oka spoglądałam na co raz to ciemniejsze chmury, odrobinę ignorując rozmowę z Dave'em.Nie jest dobrze.Mam nadzieję, że warunki atmosferyczne tylko mnie straszą.Oby to nie była jedna z letnich burz.Burza w stajni zawsze oznacza panikę u koni -a przynajmniej u większości z nich.Po za tym, plac piaskowy nasiąka wodą i tworzy się błoto.Zanim to wyschnie...
-Słuchasz ty mnie w ogóle? -Dave zaczął się upominać.
-Tak, tak, słucham.Tylko zastanawiałam się czy te ciemne chmury zwiastują burzę. -w zasadzie to kompletnie go nie słuchałam- No, chyba koń jest czysty, i jeszcze nie pada.Oby nie padało.Możemy iść z nią na padok.Dziś nie czuję się na siłach żeby trening robić.
-W porządku, chodźmy.
Otworzył drzwi boksu, i wziął w rękę derkę, by za chwilę narzucić ją na wierzchowca.Odwiązałam uwiąz, i zaczęłam wychodzić na zewnątrz.Po dosłownie trzech krokach, klacz stanęła jak wryta w ziemię.Skuliła uszy, uniosła i cofnęła łeb.W oczach pojawiło się białko.Zaczęła cicho rżeć.Czy czegoś się boi?Może to jakiś jej kaprys?Gdy chciałam spytać Dave'a o opinię, rozległ się głośny huk.Grzmot przeciął ciszę nieba z nadwyżką.Alyra stanęła dęba.Sama nie wiem czemu, ale byłam lekko oszołomiona tym, co właśnie się stało.Uwiąz sam mi się wyślizgnął z ręki, ale ja stałam jak słup soli.Wpatrywałam się w konia jak w jakieś bożyszcze ludu, świętą krowę, albo jeszcze co innego...
Czyjeś ręce złapały mnie za ramiona, i odciągnęły do tyłu.Instynktownie zaczęłam co raz szybciej się cofać, aż w końcu wyszłam za boks.Wszystko to działo się tak szybko.Oprzytomniałam, gdy zasuwa boksu szczęknęła głośno.
-Nic ci nie jest? -spytał Dave.Spokojne, brązowe oczy były teraz wyjątkowo zatroskane.Patrzyły się wprost na mnie.Miło było to odwzajemnić.
-Wszystko w porządku -dłonie mi się trzęsły- Takie odnoszę wrażenie.
-To dobrze -oczy zaczynały się uspokajać- Już się bałem, że dostałaś z kopyta w głowę.
-Normalnie też myślę, że koń mnie kopnął.Przy urodzeniu.
Zaczynamy się oboje śmiać.Mimo ciepłej bluzy chłopaka zaczynam się trząść z zimna, więc ten mnie przytula.Jeszcze chwilę drżymy śmiejąc się i przytulając.Dawno nie doświadczyłam takiego uczucia.Zatopiłam twarz w jego długich, czarnych włosach.Pachniał męskim dezodorantem.Lubię ten zapach.Dosyć już przytulania, trzeba było ogarnąć konia, który wierci się niespokojnie w boksie.Zrobiło się odrobinę niezręcznie.
-Trzeba tego rudzielca uspokoić -zaczęłam- Co robimy potem?
-Nie ma sensu wyciągać koni, zbiera się na burzę -powiedział spoglądając w niebo- Pomogę ci przy Alyrze, a potem pójdziemy po Rutę, która jest na pastwisku.Jeżeli się zgadzasz.Skinęłam głową w wyrazie aprobaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz