sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 17

     Od mojego pobytu w stadninie minął tylko tydzień, a ja odczuwam to jako wieczność.Najbardziej intensywne były trzy pierwsze dni.Poznanie nowych ludzi, jazdy, wypadek Sandy, Alyra i jej źrebię, Jed i Hrimfaxi...i Dave.Z dnia na dzień poznaję go co raz lepiej.Póki co trzymam go na dystans, aby się chłopak nie zagalopował.
     Jeżeli chodzi o konie -cały czas jeżdżę na Aromacie.Srokacz nie jest tak wygodny jak Lucyfer, i nie skacze tak świetnie jak Sandy, ale da się wytrzymać.U rudej klaczy też -choć nieznacznie- to lepiej.Alyra ma swoje kaprysy i czasem nie chce współpracować, ale staram się przełamywać stopniowo jej bariery.Jej źrebak -Arion- bo tak został nazwany, trzyma się świetnie.Chód ma pierwszorzędny, a charakter zadziorny.Ma niecałe dziewięć dni życia za sobą.Jest regularnie karmiony i rozwija się prawidłowo.Rokowania Sandy też są nieco lepsze, ale czeka ją kilka skomplikowanych operacji, z których może nie wyjść cało.Sandrę nie do końca udało się pozbierać, ale nie jest najgorzej.Dosyć rozmyślań, czas iść na jazdę...Zapomniałabym!Dziadek prosił, abym poszła na halę.
     Biegiem wypadłam z pokoju.Na dworze lało, więc musiałam się pospieszyć, aby nie zmoknąć.Niebo było ciemnoszare, z niebieskimi prześwitami.Póki co nie grzmiało, ale kto wie, co będzie zaraz?Dobrze, że mieszkam blisko hali, na której mam się stawić.
     Hala była duża, przestronna i bardzo dobrze oświetlona.Podłoże stanowił niemalże biały piasek kwarcowy, który komponował się z ciemno-brązowymi, drewnianymi bandami.Na białych ścianach pokrytych cienką warstwą kurzu i pajęczyn, wisiały obrazy przedstawiające sławnych ujeżdżeniowców i skoczków.Z tyłu pomieszczenia były małe trybuny dla widzów.
     Na hali były dwie osoby i koń.Mój dziadek z notesem w ręku spisywał coś, a Alicja trzymała wierzchowca.Zwierzę było naprawdę piękne -proporcjonalna budowa, pokaźne rozmiary, czekoladowa maść z przebłyskami w kolorze palomino.Na grzbiecie i zadzie utworzone były ciemne i jasne koliste plamki.Nie wiem, jak to się fachowo nazywa, ale robi wrażenie.
-Jesteś już, moje dziecko -powiedział dziadek, spoglądając na mnie.Czy ten koń będzie mój?- Razem z Alicją zadecydowaliśmy, że nie możesz jeździć wiecznie na Aromacie, ponieważ tylko się na nim marnujesz. -bingo.- Ten wałach którego widzisz, to Chaber, koń trakeński z dobrej hodowli.Jest rosy, dobrze zbudowany.Z tego co mówił poprzedni właściciel i z tego co sprawdziliśmy, jest świetnym skoczkiem.Alicja co nieco pomogła mi w wyborze konia odpowiedniego dla ciebie. -Wałach zarżał jakby wiedząc, że o nim mowa.Albo ma wyczucie czasu, albo jest inteligentny.- Tak więc przyjmij go ode mnie jako prezent od dziadka.
-Dziękuję -powiedziałam, i rzuciłam mu się na szyję.
-Twój wałach będzie stał w stajni angielskiej, między Hrimfaxim a Voltą.Jego sprzęt jest już w siodlarni.
     Pierwsza jazda zapowiadała się obiecująco.Na niebie co prawda kłębiły się chmury, ale już nie padało.Powietrze było chłodne i orzeźwiające, piach na placu był zwilżony jedynie z wierzchu.Na gotowym koniu wjechałam kilka minut wcześniej, aby go przetestować.Chodził jak marzenie, reagował poprawnie na pomoce.Naprawdę zadowalająco.
     Na plac po kolei wchodziły dziewczyny.Pierwsza Paula, za nią Mela, Zosia, a na końcu...Natalia i Daria.To było dla mnie lekkie zaskoczenie, ale mimo wszystko się cieszyłam.Nie wiem jak nazywały się konie dwóch ostatnich dziewczyn.Jeden z nich, ten należący do Natalii, był maści siwej jabłkowitej.Był nie za duży, nie za mały.Miał grzywę postawiona na sztorc.Koń Darii był kasztanowato-dereszowaty.Przypominał łyse kurczę.
-Dziewczęta, nie guzdrać się tam -krzyknęła Alicja- Na koń!
Wszystkie siedziałyśmy na grzbietach koni.
-Pewnie zauważyłyście, że Jean nie jeździ już na Aromacie, a na nowym koniu.Dlatego dziś szczególnie proszę o ostrożność.
     Jazda zaczęła się klasycznie od rozgrzewki stępem, potem kłusem.Po około dwudziestu minutach przyszedł czas na pierwszy galop na Chabrze.Wałąch był chętny na tego typu spożytkowanie energii.Zebrany i luźny jednocześnie.Pięknie współpracował.Mocno żuł wędzidło, więc z pyska toczyła mu się piana.Po kilku okrążeniach był zlany potem.Alicja dała mi kilka minut przerwy, aby koń mógł odpocząć.Potem zaczęliśmy skakać.Chaber chętnie skakał niewysokie stacjonaty i krzyżaki.Od czasu do czasu zdarzało mu się wygiąć w próbie ucieczki tuż przed przeszkodą, ale dawaliśmy radę.Po skokach, na sam koniec treningu gdy stanęłyśmy na środku placu, Alicja powiedziała coś więcej, niż "dziękuję za jazdę, z koni".
     -Drogie dziewczęta, pewnie wiecie, że pod koniec miesiąca szykuje się Pomorski Festiwal Jeździecki.Będzie można wziąć udział w trzech oficjalnych konkurencjach: ujeżdżeniu, skokach i crossie.W świecie jeździeckim nazwano by to WKKW, jednakże mogą w nim brać udział osoby nieletnie, więc funkcjonuje to pod inną nazwą. -odchrząknęła- Oprócz tego można wziąć udział w różnych jeździeckich zabawach, a w ostatni dzień Festiwalu o zachodzie słońca można się ścigać na plaży.Atrakcji będzie bardzo dużo, temat festiwalu to temat-rzeka.Wracając do samych zawodów -ciągnęła- W ciągu pięciu dni mam wytypować reprezentantów naszej stajni.Przez ten okres czasu będziecie miały lekcje z zaprzyjaźnionym trenerem polskiej młodej kadry.Starajcie się, i pokażcie na co was stać.Możecie zsiąść z koni.
     Byłam podekscytowana.Muszę się naprawdę postarać, żeby zaimponować trenerowi kadry.Z tego co Alicja mówiła, treningi z nim mają się zacząć jutro.Wykorzystam całe swoje umiejętności nabyte w Norwegii i tutaj.
     Przy boksie mojego wierzchowca stał Dave.Gdy go zobaczyłam, rzuciłam mu się na szyję, i niemalże słowo w słowo powiedziałam mu wszystko, co powiedziała Alicja.Okazało się, że chłopak był na jednym festiwalu tutaj.Zaczęliśmy ściągać z konia sprzęt i czyścić go, rozmawiając o tym jak wszystko przebiegało.Chaber stał grzecznie i bez ruchu.Raz czy dwa zamiótł ogonem, ale po za tym był jak słup soli.Gdy wałach wchodził do boksu, przyszła Daria wraz ze swoim "łysym" koniem.
-Co tam siostrzyczko? -zagadnął ją Dave.- Jak jazda na łysolu?
-Siedź cicho, szajbusie.Obciął byś te kłaki.
-Nawet jakbym nie miał ani włoska na głowie, twój koń wyglądałby bardziej łyso ode mnie. -odgryzł się ze śmiechem.
Daria lekko poirytowana wymierzyła mu kuksańca w żebra.Zgięty w pół chłopak nadal się śmiał.Dobrane z nich rodzeństwo.Koń zarżał głośno.
-Volta się świetnie sprawdziła dzisiaj -zaczęła dziewczyna.Czyli to jest Volta, tak?Jestem skazana na jej brata.- Mimo, że nie jest takim olbrzymem jak Chaber, skakała to samo.Nawet z zapasem.
-Cieszę się niezmiernie -odparł Dave.Sama nie wiem, czy to była ironia, czy nie.- Będziesz się starała o uczestnictwo w festiwalu?
-No pewnie.A ty wystawisz Rafaela na wyścigi?Wiesz, że są w drugim dniu.
-Wolałbym nie ryzykować.Wiesz, że jego trening zaczął się zaledwie miesiąc temu.Do tego obecnie nie ma jeźdźca.Mark wyjechał wczoraj na urlop, wróci w drugim tygodniu sierpnia. -pokręcił głową Dave- Z resztą to bardzo prestiżowa impreza, nie wiadomo czy przyjęliby konia na wyścig, nawet jeżeli byłby z nami Mark.
-I tak nawet Volta by wygrała z Rafaelem. -prychnęła Daria.
-To się okaże.Wyzywam cię na wyścig na plaży podczas festiwalu. -uśmiechnął się z przekąsem chłopak.
-Nie zdążysz wystartować, a ja już na mecie będę.
Dave chciał coś dopowiedzieć, ale szturchnęłam go znacząco.
-Lepiej byś pomógł siostrze, a nie konia jej zazdrościsz.
     Jego mina w tamtym momencie była bezcenna.Żałuję, że nie noszę przy sobie aparatu; zrobiłabym mu zdjęcie.Oboje pomogliśmy Darii przy Volcie.Dave odniósł sprzęt, a ja ją wyszczotkowałam i wyczyściłam kopyta.Koń był cały mokry od potu, więc przebrawszy go w kantar poszłyśmy pod myjkę.Po całkiem solidnym myciu osuszyłyśmy ja minimalnie słomą, i zostawiłyśmy ją w boksie.Dziś mam wielką ochotę zajmować się końmi.Do obiadu zostały mi jeszcze całe dwie godziny, więc poszłam do stajni krytej.
     Od progu panował ruch i zamieszanie.Młodzi jeźdźcy szykowali konie i kuce.Wszystkie zwierzęta były wymuskane i gotowe, więc moja pomoc byłaby bezużyteczna.Z braku laku przeszłam się po stajni, czytając imiona koni na tabliczkach.Lucyfer, Zeus, Laugher, Kasztan, Sowa, Mirek, Wafel, Tina, Tamiza.Lista imion była naprawdę długa.Moją uwagę przykuło jedno imię -Chastrovia.Skąd ja ją kojarzę?
     Musiałam chwilę stać przy tym boksie, ponieważ podeszła do mnie dziewczyna z siodłem w ręku, i powiedziała:
-Wygrała Międzynarodowy Czempionat Koni Trakeńskich.Zdaje się, że właściciel stajni dzisiaj odkupił jej brata, Chabra. -powiedziała dziewczyna.Dałabym jej około 20 lat.- Podałabym ci rękę, ale nie mam jak. -zerknęła na siodło- Jestem Monika, miło mi.
-Jeanette, ale lepiej Jean. -przedstawiłam się.- To ja jestem nową właścicielką Chabra.
-Pracowałam z tym koniem bardzo długo, mam nadzieję, że dobrze ci się przysłuży -powiedziała z lekkim zdziwieniem.Pewnie miała mnie za małolatę, która jest rozpuszczona do granic możliwości.
-Miałam okazję już na nim jeździć -zaczęłam- Świetnie chodzi.- Monika odrobinę niedyskretnie zmierzyła mnie wzrokiem- Wcześniej jeździłam w Norwegii na koniach podobnego pokroju i poziomu jazdy.
     Rozmowę przerwała konieczność siodłania Chastrovii, jak się później dowiedziałam -potocznie zwanej Chastrą.Owa Chastra miała identyczny wzór maści jak Chaber, z tą różnicą, że w wersji czarno-białej.Była pokaźnych rozmiarów, i posiadała tyle samo wdzięku co jej brat.
     Po krótkim pożegnaniu wyszłam ze stajni.Zimny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz, szarpiąc do tyłu rozpuszczone włosy.Ogarnęła mnie fala chłodu.Pierwsze co zrobiłam, to pomyślałam o Dave'ie.Znaleźć się w jego ramionach, poczuć jego bliskość.Muszę go znaleźć.Bez zastanowienia pobiegłam na nasz plac treningowy.Konie, w tym Chastrovia, powoli wchodziły do środka, wypełniając pustą przestrzeń.Teraz wewnątrz było siedmiu jeźdźców oraz Alicja.Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam ku stajniom angielskim.Był w trakcie szczotkowania Rafaela.Gdy wyjrzał zza konia, na jego twarzy zobaczyłam uśmiech.Wieczny uśmiech.Podeszłam do niego, i mocno się przytuliliśmy.
     Zrobiło mi się tak smutno.Czułam taką wewnętrzną pustkę.Samotność, która zaczyna mnie wyżerać.Byłam też pewna, że gdyby ktoś wrzucił mi kamyk w klatkę piersiową, odezwałoby się echo z głuchym stuknięciem.
     Niemiłe myśli zniknęły równie szybko, jak się pojawiły.Po chwili zostały z nich już tylko strzępki.Uśmiechnęłam się, by się nie martwił.Rafael skubał trawę przy płocie, od czasu do czasu zamiatając czarnym ogonem w powietrzu.Mlecznobiała sierść była aksamitna w dotyku.Mimo braku słońca połyskiwała lekko, co świadczyło o dobrym stanie.Szarawe kopyta były świeżo pomalowane smarem, co nadawało im kolor brudnej czerni.Grzywa była dokładnie wyczesana i przystrzyżona.
-Jakieś większe końskie porządki? -spytałam.
-Nic szczególnego.Przelonżowałem go odrobinę, wyczyściłem, no i zrobiłem kopyta.Nawet udało mi się znaleźć w siodlarni użyteczny smar. -powiedział z dumą w głosie, po czym rozmawiając coś o koniach zarzucił derkę na grzbiet anglika, która wcześniej wisiała na płocie.Klasycznie pomogłam mu zapiąć klamry.- Przejdźmy się wokół stajni.Muszę chwilę poczekać, aż smar wyschnie.
-Jasne, nie ma problemu.Przy Chabrze nie mam co robić, ponieważ jest wymuskany.Jeżeli potrzebowałbyś pomocy, to jestem -uśmiechnęłam się.
-To już dziś po południu pierwsza jazda z trenerem kadry,hmm? Znam składy. -zaczął- Generalnie rzecz ujmując są cztery grupy.W każdej grupie są jeźdźcy dobrani pod kątem poziomu jazdy, stylu oraz wieku.Z tego co zdążyłem podpatrzeć, to uplasowałaś się w grupie drugiej.Będziesz jeździła z pięcioma jeźdźcami, Alicja mówiła, że są naprawdę nieźli...
Mam nadzieję, że nie spalę lat pracy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz